Lily Lolo

Trzydzieści lat minęło? Kiedyś możesz obudzić się, aby odkryć dojrzałą, zmęczoną i bladą cerę pokrytą drobnymi plamkami i zmarszczkami. Pewnego dnia odnajdziesz je na swojej twarzy niestety, nie na nosie twojego partnera. Artykuł na moim przykładzie wyjaśni jak przywrócić zmęczonej skórze zdrowy blask.

Mam 37 lat, pierwsze kilka zmarszczek i nieszczęśliwie zaczynają się pojawiać na mojej skórze również inne niedoskonałości. Wszystkie podkłady, których używałam do tej pory na mojej cerze wyglądały lekko pomarańczowo i przez długi czas unikałam ich, stosując tylko korektor i półprzeźroczysty puder. W dobre dni moja skóra jest porcelanowa, ale w ciągu ostatnich miesięcy byłam zmuszona nakładać coraz więcej makijażu. Nic nie pomagało. Mój makijaż wyglądał zbyt ciężko, i czułam się w nim niezbyt dobrze. Mimo pozatykanych porów musiałam go nosić z powodu moich problemów skórnych. W ciągu dnia jestem zwykle około dwunastu godzin poza domem i po tym czasie mój makijaż wyglądał okropnie.

Byłam tym coraz bardziej zmęczona więc zaczełam wyszukiwać w internecie recenzje innych produktów w poszukiwaniu lepszej alternatywy dla moich podkładów. Nazwą, która często pojawiała się w kontekście dobrych opinii dla jasnej skóry takiej jak moja, była Lily Lolo. Wszystkie recenzje podkreślały, że mineralne kosmetyki tej brytyjskiej firmy kosmetycznej nie tylko nie wyglądają pomarańczowo na bladej cerze, ale również przynoszą jej wiele korzyści zdrowotnych. Nie zatykają porów, zawierają naturalne filtry przeciwsłoneczne oraz wyłącznie naturalne składniki. Co istotne są dostępne również w dostępnej cenie. Nie mając więc wiele do stracenia postanowiłam spróbować.

Pierwszy podkład, który zamówiłam „Porcelain” okazał się zbyt blady dla mojej letniej skóry. Coś takiego zdarzyło mi się po raz pierwszy! „Porcelanowe” podkłady innych marek zawsze wyglądały na mnie pomarańczowo. Spróbowałam więc kolejnego odcienia. „Blondie” okazał się w sam raz.

Na początku nakładałam go za pomocą moich starych pędzli do podkładu. Byłam zdumiona nadzwyczajnym kryciem; moja skóra wyglądała gładko z użyciem tylko niewielkiej ilości mineralnego proszku. Po kilku dniach zdałam sobie sprawę, że z powodu starych nawyków i tak nakładam więcej kosmetyku niż potrzebowałam w rzeczywistości, a wystarczała odrobina na większość powierzchni mojej twarzy i niewiele więcej w problematycznych okolicach, np. pod oczami. W końcu zamówiłam pędzel kabuki również firmy Lily Lolo, co oczywiście pozwoliło nakładać mniej podkładu oraz lepiej go mieszać. Podkład wyglądał wyraźnie zdrowiej niż tradycyjne podkłady, których używałam i moja skóra w końcu zaczęła wyglądać naprawdę dobrze. Byłam tak zadowolona, że zamówiłam również korektor, żółty korektor korygujący pod oczy oraz róż. Taki zestaw bardzo dobrze nadawał się na mocniejszą, wieczorną kreację, użyłam go przed nałożeniem właściwego podkładu, ale w ciągu dnia zorientowałam się, że właściwie wystarczyłby sam podkład, nałożony odrobinę grubiej tam gdzie potrzeba.

Od pierwszego dnia stosowania makijażu mineralnego Lily Lolo, moja skóra wydawała się lżejsza i lepiej oddychająca. Makijaż nie miał tendencji do osadzania się w zagłębieniach moich (na szczęście niewielu) zmarszczek i dobrze się go nosiło w ciągu dnia. W ciągu kilku dni moja skóra zaskakująco się oczyściła co uzmysłowiło mi jak wiele szkody przynoszą skórze tradycyjne syntetyczne kosmetyki.

Oceniam, że pojemniczek za 69,90 zł powinien wystarczyć mi na co najmniej trzy miesiące co stanowi znaczącą oszczędność w stosunku do wydatków które ponosiłam wcześniej.

Dodaj komentarz